Zaczęłam dzień od lekkostrawnych rzeczy, ale to węglowodany - i ani się obejrzałam, a tu 950kcal... a potem jeszcze miałam napad, chyba faktycznie kobiece dni się zbliżają.
Wszystko jest źle.
Jestem tłusta. Spasiona. Zawiodłam siebie i Was.
Wzięłam już xenne na przeczyszczenie, zobaczymy, czy zadziała.
Muszę zacisnąć zęby. Jutro piątek, więc zaczyna się wolne - a to oznacza, że będę ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć, spalać, nie jeść!
Obiecuje.
A co do lekcji po angielsku: To faktycznie super sprawa. Chodzę tu już 5 rok, 3 lata gimnazjum (8 godzin angielskiego w tygodniu, 7 normalnych 1 z nativem) 1 liceum (preIB, 6 normalnych 2 z nativem, część przedmiotów po angielsku), no i teraz 2 klasa - wszystko poza rosyjskim po angielsku ;) i samego języka jako takiego nie mam, mam literaturę angielską - stwierdziłam że tak będzie ciekawiej.
Na koniec motywator:
Nic to, idę się uczyć - przepraszam Was jeszcze raz.
Trzymajcie się chudo!
Każdemu zdarzają się gorsze dni, ale to wcale nie oznacza, że musimy się załamać i znowu zacząć się obzerac. Jutro będzie lepiej, uwierz ; >
ReplyDeleteTrzymaj się! ;*