Jestem absolutnie wykończona, zupełnie zapomniałam, jak to jest chodzić na zakupy i jak bardzo tego nie lubię.
Za to mierzenie sukienek było niesamowitym zaskoczeniem i mnie podbudowało wyjątkowo - bałam się, że moja wielka dupa w nic się nie zmieści a tu proszę: w jednym sklepie XS było na mnie za wielkie, w większości pasowało idealnie albo nawet było trochę za luźne. Magia :)
Wiem, że to zasługa mikrego wzrostu głównie, ale wciąż to jednak podnosi samoocenę. Zdjęcia wrzucę jak będzie lepsze światło :)
Masakra, padam... ponad trzy godziny chodzenia. Do tego wybrałam jeszcze szpilki i płaszcz. Cudnie.
Jako że byłam z koleżankami, bo sama wyborowi bym nie podołała, to niestety musiałam coś zjeść: ale ogólnie bilans całkiem znośny:
2 jajka - 140kcal
mały pomidor - 20kcal
kanapka z subwaya - ok. 300kcal
biszkopcik - 25kcal
=485kcal
Czyli w swoich 500 się zmieściłam :)
Problemem było tylko to, że raz na jakiś czas boli mnie biodro, głównie na zmiany pogody albo zimno - i utykałam większość dnia... ale podejrzewam że przez ten czas udało mi się sporo spalić, więc nie narzekam :)
Trzymajcie się chudo, kochane!
Ojej, wiem co to znaczy kuśtykać.
ReplyDeleteNie rozumiem jednak jak można nie lubić chodzic na zakupy. Ja je uwielbiam <3
Bilans ładny ; >
Buziaki!
Musisz być tak cudownie filigranowa skoro xs było za duże ;) jestem nowa, powiedzmy =)
ReplyDeleteJak super, że zakupy się udały, ja tak dawno nie byłam na zakupach :) czekam na zdjęcia nowych zakupowych łupów!
ReplyDelete